Zniszczone marzenie

Czasem zachowuję się dziwnie, żeby nie powiedzieć irracjonalnie. Ma to jednak swoje racjonalne wytłumaczenie. Chodzi mi o relacje, w których raz jestem miła, a raz bez kija nie podchodź (wredna, czepialska). Kto mnie zna ten wie, że sobie odejmę, żeby komuś pomóc. Nie raz nawet oszukana dawałam kilka szans, ostrzegałam przed podjęciem bardziej restrykcyjnych kroków. A jednak czasem zachowuję się jak ktoś inny.

Co się musiało stać, żeby włączyć we mnie taką złą stronę? Raczej nie chodzi o różnice w ocenie jakiejś książki. Chodzi o zniszczone marzenie. Będąc nastolatką tak bardzo marzyłam o własnym koniu. O zwierzaku, który nie będzie tyrał w szkółce, którego zaraz mi nie sprzedadzą, którym będę mogła się zaopiekować i zapewnić mu odpowiednie warunki. Po kilku latach dziadek mi tego konia kupił. Czarną klacz - co z tego, że NN i gruba. Była moja. Najwspanialsza dla mnie.

Jednak jej wady były komentowane w nieprzychylny sposób. To bolało, bardzo bardzo bolało. Wychowana na grzeczne dziecko nie umiałam się obronić. Umiałam tylko dusić w sobie i wybuchać. Wielokrotnie wyżywałam się na koniu. To było potwornie niesprawiedliwe dla Muchy. Przecież nie ona była winna że ktoś o niej coś gada. To taka straszna rzecz wyżywać się na słabszym, a sama to robiłam. Bardzo tego żałuję, dlatego teraz staram się dołożyć swoją cegiełkę do zmiany świata na lepszy.

Rana się jątrzyła przez lata. Nie tylko ta jedna. Kilka takich ran (z różnych przyczyn) potrafi nieźle zatruć człowieka. Wiele z takich zatrutych ran, dzięki terapeutce udało się zabliźnić. Ta jednak jeszcze wraca czasem. Wraca, bo chyba nikt nie zniszczył mi marzenia.

Powoli i ona się zabliźnia. Jednak powoli, bo muszę sobie zdać sprawę, że to było - hipokamp jest odpowiedzialny za umieszczenie zdarzeń w czasie, a w silnym stresie jest to problematyczne. Stąd mamy wrażenie, że coś ciągle przy nas jest. Obecnie jest znacznie lepiej. Silny bodziec wymaga teraz siły ode mnie, aby to naprawić.

Mam kolejne spełnione marzenia - to nie jacht i willa z basenem, a przydomowa stajnia, jakich teraz wiele powstaje. Jestem wdzięczna bliskim za to, że mnie wspierają. Cieszę się, że inni też mogą spełniać swoje marzenia. To daje dużo spokoju i siły. Jest nam potrzebna żebyśmy mogli pomóc samym sobie. A także innym, bo każdy z nas czasem upada. Pomoc innym daje dużo satysfakcji i siły. Takie duchowe perpetum mobile.

Warto przeczytać też ten tekst.