Złamany bat

Mieliśmy bardzo fajny bat do lonżowania - co prawda samoróbkę z wędki (bo wszystkie dostepne na rynku były dla nas za krótkie), ale spisywał się świetnie. Mieliśmy, bo dzieci znajomych korzystały z naszej  ̶u̶j̶e̶ż̶d̶ż̶a̶l̶n̶i̶ piaskownicy i przy okazji bawiły się batem, który zabawy nie przetrwał :D.

Nie używamy bata do bicia a jako wyraźniejszą wskazówkę, przedłużenie ręki. Konia odsuwamy, wyginamy czy poganiamy pokazując batem sygnały. Niestety wyleciał nam z głowy zakup nowego bata, a Rozkruszek musiał iśc na lonżę. W związku z tym nie było wyjścia, a trzeba było korzystać z tego co nam zostało.

Jako zła baletnica (Złej baletnicy przeszkadza i rąbek u spódnicy) obawiałam się używania tego bata, ale o dziwo zadziałał. Koń reagował tak samo! Byłam bardzo dumna z nas i Rozkruszka. Nasza spokojna i bez pośpiechu praca w takich mementach popłaca. Na codzień tego tak nie doceniam, ale w takich chwilach nie mogę się powstrzymać od wyściskania konia :).