Wiata - po półtora roku

Jak chwaliliśmy się naszą wiatą tuż po jej zbudowaniu, ktoś pisał, żeby pokazać ją za rok. Otóz minęło półtora i pokazujemy.

Przez pół roku wiatę sprzątaliśmy codziennie. Świetnie sprawdzały się w tej roli widły do trocin. Po tym czasie zachorowałam bardzo ciężko na covid (było realne zagrożenie życia, została mi po tym blizna), a potem dłuuugo dochodziłam do siebie. Siano dawaliśmy luzem albo w paśniku dzwon, więc dużo wypadało na zewnątrz.

Ogólnie nazbierało sie dużo siana z kupkami, góra rosła, zawsze było coś pilniejszego. Z tego niechcianego testu podłoża wyszło tyle, że zawsze było tam sucho - ile by konie nie stały były suche kupki zmieszane z sianem. Zupełnie inaczej niż na przykład po nocy w boksie.

No ale co by nie mówić - trzeba było sprzątnąć. W trakcie sprzątania wygladało to tak:

Wyprzątnęliśmy wszysko, nawet z częścią piachu. Potem trzeba było dosypać świeżego. Jako, że przed wiatą nie było niczego robiło się tam błoto. Teraz postanowiliśmy temat naprawić i piach wylądował tez przed wiatą.

Docelowo wygląda to tak. Zwróćcie uwagę na paśnik z siatką - żeby się nie powtórzyła historia z marnowaniem siana.