A gdyby tak zniknąć?

Czasem nachodzą mnie takie rozmyślania czy w ogóle jestem potrzebna temu światu, czy może robię więcej szkody niż pożytku. Zwłaszcza w obliczu ostatnich (kwiecień 2023) nieprawdziwych posądzeń w moją stronę. Zastanawiam się co musiałam komuś zrobić, żeby takie bagno wybiło. Tym bardziej, że nie raz prosiłam o dowody, które nigdzie się nie pojawiły - samo gadanie.

Oprócz przedziwnych i bardzo krzywdzących pomówień jakobym chodziła ludziom po stajniach i wzywano do mnie policję (można sprawdzić - nie jestem UFO, każdy telefon ma i z pewnością zrobił mi zdjęcie i policji przekazał albo gdzieś się nagrałam), poprzez utrudnianie ludziom sprzedaży koni (chyba swoich :P), psucie biznesów (powiedzenie "uważam ze niezbyt rozsądne to co robisz") po robienie screenów, stalkowanie (dowody, dowody tego stalkowania proszę!).

Najciekawsze, że o stalkowaniu po raz kolejny pisze osoba, która moją stronę FB obserwuje. Robienie screenów - owszem, wiecie jakie mamy czasy. Powiesz, że coś czytałaś to za mało, więc wolę mieć na poparcie swoich słów dowód. Gbybym nie miała to by było, że jestem gołosłowna ;). Tak więc - zrobisz screen źle, nie zrobisz i powiesz też źle. Ludziom nie dogodzi, zawsze będzie źle. Jedynie co, to ważne żeby było złe to co ja robię.

Jedyny "zwykły" screen zrobiłam jednej z relacji osoby X i pytałam przyjaciółki osoby X czy to jej koń, bo byłam ciekawa. Sami widzicie jakie to straszne "stalkowanie". Można nie wierzyć, ale łatwo to sprawdzić - donieść i jak prokuratura zajmie mi tego okropnego MacBooka to wszystko wyjdzie. Na szczęście dziwna ciekawość minęła i sobie żyję. Jedynie co to mam szczerze dość tych nieprawdziwych komentarzy. Żeby nie było - wiem, że gadać będą i nic na to nie poradzę. Ale niech chociaż "zarzuty" będą zgodne z prawdą.

Te fałszywe zarzuty powodują, że zastanawiam się co by było gdybym nie przyszła na świat? Albo zniknęła? Byłby lepszy? Może bym komuś ulżyła? Jak czytam o sobie, że "nie mam depresji, a jestem po prostu złym człowiekiem", to mam ochotę zniknąć. Tak zasnąć i się nie obudzić. Półtora roku temu taka sytuacja mi realnie groziła - covid zajął mi 65% astmatycznych płuc, nie mogłam nawet leżeć bez tlenu. Tak w sumie to przez półtora tygodnia zjadłam kilka kęsów przy pomocy cudownych lekarzy, pielęgniarek i opiekunów medycznych, którzy o mnie walczyli. Rodzina i przyjaciele się modlili i ciągle pytali i troszczyli się zdalnie, chociaż ja nie miałam siły im odpowiadać. I teraz się zastanawiam po co? Po co walczyli o tego podłego stalkera, który jest po prostu zły? Dziwne, że na granicy śmierci tak bardzo chciałam żyć.

Cały czas w tej trudnej sytuacji przyjaciele mnie trzymają i dają odczuć ile dla nich znaczę. Chociaż bardzo rzadko tą częścią życia się z Wami dzielę, bo jest ona dla mnie bardzo prowatna. Mam ochotę to celebrować sama. Poza tym - nikomu dzieleniem się tym nie pomogę. To nie dom, że i tak każdy zobaczy.

Jako, że nie mogę cały czas tylko uczyć się biologii i chemii, więc czytam książkę Świt królestw. Jasna historia wieków ciemnych i zauważam, że historia świata człowieka jest historią wojen. Naprawdę musimy do tego jeszcze dokładać i prowadzić małe wojny?