Co chwilę coś

Tak sobie podczytuję internety z rana i trafiłam na dyskusję o tym jak często konie się uszkadzają i że spokoju nie ma. Po prostu co chwilę coś. Niech przykładem będzie kilka cytatów:
- "Ja to przez 4 lata nie miałam okazji wyjechać nawet na te zawody. Bo albo konie były rozwalone, albo ja albo mąż. A na sezon mam 7 koni ktore startować powinny, żeby je sprzedać"
- "Konie tak mają, że robią sobie non stop coś i nie jest to wcale dziwne, przy liniach sportowych, które są wrażliwe i temperametne."
- "Wiecie co, te ostatnie wszystkie wpisy należy gdzieś przekleić i opatrzyć napisem "Czy na pewno chcesz mieć konia?" i pokazywać wszystkim, którzy noszą się z zamiarem kupna."

Kilka lat temu też podobnie myślałam - Pielgrzym często kolkował. Szukałam też szlachetnej, ale "twardszej" rasy (początkowo szukałam kabardyńca). Jednak 4 lata z achał-tekińcami bardzo zmieniło to myślenie. W końcu "pech" przestał nas dotykać.

Zaczęłam się zastanawiać czy to tylko pech. Obserwowałam stajnię, w której kupiłam Rozkruszka i Tadzika ze stadem 6 achał-tekińców i tam też tego "pecha" nie było. Czy poza chowem wolnowybiegowym (niektóre z cytowanych osób też utrzymują konie w ten sposób) coś się różni? No rasa. To się rzuca w oczy.

Zakończę jak prace naukowe ;). Trzeba by tu przeprowadzić badania. W historii nauki tak właśnie bywało - ktoś coś dostrzegał, robiono badania i coś można było odkryć. Chociażby Pan Semmelweis (poprzednik Listera) tak zrobił.