Ty wykańczasz dom, dom wykańcza Ciebie

"Ty wykańczasz dom, dom wykańcza Ciebie" - powiedzenie naszego znajomego, ale bardzo trafne :). Wykończenie potrafi wyssać z człowieka wszystkie siły. U mnie było to do tego stopnia, że nie chciało mi się nic wybierać - byle tylko to się skończyło, obojętnie jak. Na szczęście pomogła nam w tym siostra Adama, która bardzo lubi to robić. Szwagier też dużo pomógł - i zakupy zrobił i "tylko pokażę jak" i połowa pomieszczenia zrobiona :D.

Dom mieliśmy wykończony w stanie deweloperskim +, czyli jeszcze pomalowane natryskowo i ogarnięte wszystkie kontakty, przyłącza itp.

Częściowo wykańczał Adam z pomocą moją, taty (mojego i jego), szwagra, przyjaciół i sąsiada. A potem już zajął się tym tata szwagra Adama. Tata szwagra pacował w wykończeniach i zajmował się głównie naszym domem, więc szło szybko. Naszą najgorszą zmorą były płytki, natomiast dla taty szwagra to było raz dwa :O.

Podsumowując - nigdy więcej wykańczania samemu. Może komuś to sprawiać frajdę (wybieranie płytek czy podłóg) - mi zdecydowanie nie :).