Zbieram na...

Kilka dni po buncie Pirogożyna w Rosji (koniec czerwca 2023) w sieci była mała dyskusja. Nie będę pisać kto i gdzie - jeśli autor zechce sam się ujawni. Posty są już wykasowane, więc da się zachować anonimowość poza kilkoma zaangażowanymi osobami. Mam po tym zdażeniu dużo przemyśleń. Oczywiście podkreślam, że jest to moje zdanie i każdy może mieć inne. Niemniej jednak moi bliscy zdecydowanie mój punkt widzenia podzielają.

Zaczęło się, jak pisałam - w trakcie buntu Pirogożyna. Post dotyczył zbiórki na zakup ogiera, aby pomóc pewnemu hodowcy, który jest w opozycji do Putina. Ów "hodowca" jest w mojej ocenie osobą, której pomoc należy solidnie rozważyć. Jego chamstwo, arogancja, przyczepianie się do wszystkiego i ataki bez podstaw są godne pożałowania. Dzieje się tak od kilku lat przynajmniej - akurat od tylu mam z nim do czynienia, dawniej nie sprawdzałam. Ataki przypuszcza nie tylko na mnie, ale też na wiele innych osób.

Przedstawiłam dowody na jego zachowanie (screeny), aby wpłacający wiedzieli kogo wspierają. Mnie na przykład zaprosił do znajomych i ustawicznie nękał i obrażał. Zapytałam go po co mnie zapraszał, odpowiedział "aby się pośmiać". Jak widać rozrywka u tego pana nie stoi na wysokim poziomie. Inny hodowca wymienił kiedyś sukcesy swoich koni, a komentarz dostał "język wytrenowany w liz*** d**".

Post z pomocą hodowcy został skasowany, a niedługo potem pojawił się kolejny - konie trzeba ratować, a nie się wyzłośliwiać. Jedyne kontrowersyjne (bo nie dam sobie wmówić, że złośliwe) komentarze były moje. Autor jednak bał się mi wprost napisać. Więc sama to zrobiłam. Nie lubię bowiem takiego chowania się i nie dopowiedzeń. Jeśli coś jest nie tak - pisz wprost. W dalszej dyskusji, którą tu pominę zaczęłam wyczuwać że autor ma poczucie, że zepsułam mu pomysł na konia. Zapytałam więc czy dobrze odczuwam. Odpowiedział, że tak. I to trochę zgłupiałam.

Post początkowy brzmiał: "(...) najbliższe miesiące mogą być dla niego [rosyjskiego hodowcy] trudne. W odpowiedzi na moje pytanie odpowiedział, że najlepszą pomocą dla niego będzie zakup koni. Prawdę powiedziawszy niczego takiego nie planowałem i bezwzględnie mnie na to nie stać. Jednak poprosiłem go o ofertę na ogiery. Pytanie brzmi: czy jesteśmy w stanie zrobić zrzutkę i komunalnie kupić od X ogiera? Trzeba się liczyć z łącznym kosztem ok. 55 tys. zł. Myślałem o założeniu zbiórki na którymś z portali."

A post przedostatni: "Tak, zabiłaś mi pomysł na konia, to prawda. W normalnych okolicznościach nigdy nie będzie mnie stać na konia tej klasy. Co w tym niby złego...? (...) Ale za 5-6 lat, jak ogier będzie mi już koniecznie potrzebny, taka okazja raczej się nie powtórzy..."

Dopytałam następnie czy to miała być pomoc czy pomysł na konia. Odpowiedź dostałam, że nie ma w ogóle tematu żadnej pomocy.

Przechodząc do sedna - każdy sobie zbiera na co chce i najwyżej nie wpłacę. Ale raz, że jak coś wiem, to warto się tym podzielić, a dwa - no mówmy jasno o co nam chodzi. Chcesz konia - mówisz "chcę konia". Chcesz pomóc, to mówisz "chcę pomóc". Razi mnie bardzo takie kombinatorstwo. Bo to moim zdaniem jest nieuczciwe w stosunku do wpłacających (wedle wstępnego planu wpłacający mogliby kryć ogierem swoje klacze albo brać nasienie, ale ogier już byłby własności autora postu).

Poza tym nie rozumiem - do czego ogier jest komukolwiek "koniecznie potrzebny"? To nie jest dobro podstawowe, a pewna brzydko mówiąc fanaberia. Koniecznie potrzebne jest nam jedzenie, picie, schronienie. Wedle lekarzy mi jest potrzebny basen pod domem - przy moim kruchym zdrowiu chodzenie na pływalnie w zimie jest ryzykowne, a przy moich kontuzjach pływanie jest bardzo wskazane. Zwłaszcza w zimie, kiedy prosto mi przybrać na wadze. Ale jakbym Wam napisała, że basen jest mi "koniecznie potrzebny" to jak byście zareagowali?

Warto jeszcze wspomnieć o takiej metodzie zapłodnienia jak inseminacja - dziś niezwykle popularna, wielu lekarzy ją wykonuje i z naprawdę dużym powodzeniem. A zdecydowanie jest to tańsza opcja niż zakup ogiera.