Nie jeździmy - zajazdka

Zajazdka to ważny moment w życiu każdego konia. Przeprowadzona w odpowiednich warunkach jest świetną inwestycją w dobro konia. Spokój i brak pośpiechu powinien być oczywistością i na sczęście dużo się o tym mówi.

 

Warto jednak mówić też o bezpieczeństwie jeźdźca. Dobry kask i kamizelka to nieodzowne części ubioru. Ważne jest też podłoże na którym wsiadamy. Powinno być bezpieczne i dla konia i dla jeźdźca. Musimy zdawać sobie sprawę, że jeździec zaburza równowagę konia, który dopiero będzie się uczył jak z nim poruszać. To zupełnie normalne - bądźmy wyrozumiali dla swoich koni. I warto się na możliwe trudności przygotować wsiadając na bezpiecznym podłożu.

Nie możemy też się spieszyć, bo może wyjść jeszcze dłużej. Jak u nas z Rozkruszkiem. Rozkruszek zawsze był "tym grzeczniejszym" i nie spodziewaliśmy się problemów. Z Tadzikiem rozważaliśmy co wymyśli. Niestety bardzo naciskałam na Adama żeby zajeździł Rozkruszka szybciej - pod wpływem komentarzy, że ileż można się cackać. Skonczyło się na daniu koniowi resetu, szkoda go było stresować. Zawiódł się na nas.

Z Tadzikiem za to piersze kroki (bo na moment kiedy to piszę, czyli 03.02.2023 dalszych nie poczyniliśmy, Tadzik przyjął jeźdźca) były jak po maśle. Adam pracował z nim po swojemu, "cackając się". Nie zgadzaliśmy się co do metod pracy z Tadzikiem, ale też chciałam zobaczyć jak wyjdzie na moje ;). Cóż - wyszło na Adama. Nie podobało mi się, że niejako odpuszcza Tadzikowi - że ten koń mógłby lepiej a on go nie "ciśnie". Kiedyś takie ciśnięcie skończyło się wyrwaniem na lonży i ganianiem (dobrze, że mamy ogrodzoną działkę).

Te dowody anegdotyczne dowodzą jednego - żeby się mnie nie słuchać ;). A tak serio, to po prostu pracujmy w zgodzie z tym czego nasze konie potrzebują, a nawet takie Tadziki nie sprawią problemu.