Na papierze się nie jeździ

Kiedyś w jednej z dyskusji padło stwierdzenie, że pochodzenie konia bez rozmnażania go jest bez sensu (nie słowo w słowo, ale sens zachowany), a akurat wtedy czytałam książkę Dawida Myśliwca "Przepis na Człowieka" (którą bardzo, bardzo polecam!) i ta teza mi "wpadła w pamięć". W dodatku jak miałam lat 19 to sama miałam pomysł, żeby rozmnożyć Muchę (NN!!!) - bo przecież tak cudowne geny nie mogą się zmarnować, a koń i tak będzie tylko dla mnie. To był bardzo głupi pomysł i na szczęście nie udało się go wdrożyć w życie.

Wracając do tematu głównego - dlaczego udokumentowane pochodzenie ma jednak sens w przypadku braku hodowli (wałach albo klacz której nie chcemy zaźrebiać)?

1. Ciężko dostać zwierzę bez pochodzenia - na rynku coraz mniej koni NN.

2. Chcąc kupić konia często mamy jakieś konkretne wymagania - udokumentowane pochodzenie zwiększa szansę, że dany egzemplarz z np. rodowodem skokowym będzie dobrze skakał.

3. Pewne konie mogą przekazywać cechy, które mogą się ujawnić w starszym wieku, pod wpływem pracy itp. Jak się tego boję, to szukam konia z rodowodem bez tych przodków.

4. Bywa tak, że posiadanie konia danej rasy umożliwia nam start w wymarzonych zawodach, np. [anglojęzyczna nazwa kraju] Quarter Horse Association.

5. Nie zawsze, ale zdarza się że jak już hodowca zainwestuje kasę w "dobre geny" to po prostu dba - bo to się opłaca. I kupującemu i sprzedającemu.

A tak poza tymi wszystkimi punktami to po prostu fajnie popatrzeć na zdjęcia i wiedzieć, że ten koń to dziadek naszego.